Jaka była motywacja wyjazdu? Czy to był wyjazd z własnego przekonania, czy wiązał się z motywacją np. partnera, który dostał pracę za granicą, a rodzina dołączyła później? Istotną rolę odgrywa też, kogo i co zostawia się w Polsce. W jakim momencie życia następuje wyjazd? Ile mamy lat? Co udało nam się do tej pory osiągnąć?
Można się czuć przygaszonym, bez energii, na granicy płaczu czy wręcz depresji.
Mój alert - zaopiekujmy się sobą, naszymi odczuciami! Nie pozwólmy im się nadmiernie gromadzić i siać dywersji w naszej psychice. Zapraszam więc na krótką wycieczkę po świecie uczuć niechcianych, nielubianych. Idea, która mi przyświeca, to oswoić, a następnie rozbroić potencjalnego wroga, a może nawet uczynić go dla nas pożytecznym.
Każda zmiana, nawet w założeniu i w efekcie na lepsze, jest zmianą, do której trzeba się przystosować. Tracimy coś, by zyskać coś innego. Natomiast, gdy coś tracimy, to z reguły żałujemy tego czegoś. Przy pożegnaniach jest smutno, potem pojawia się tęsknota za tym, co zostawione. Żal, smutek, tęsknota. Można żałować swojej pracy, znajomych, rodziny, znajomych miejsc, a nawet zapachów.
STOSUNEK DO POLAKÓW
Słyszałam czasem: "Uważaj na Polaków na obczyźnie".
Zmiany rodzą niepewność, pytania o przyszłość. Brak stabilności już po przeprowadzce powoduje zmęczenie, frustrację, czasem stany depresyjne. Rozluźnienie więzi rodzinnych czy z przyjaciółmi, spowodowane odległością od nich przynosi poczucie osamotnienia czy wręcz alienacji. Ludzie przyjechali tu, by mieć lepiej, coś osiągnąć, czegoś się dorobić. Wymaga to dużego i często jednak długotrwałego wysiłku. A tymczasem inni rodacy już to wszystko mają - przynajmniej tak wielu z nich się to wydaje. Brak poczucia bezpieczeństwa, niepewność siebie, często obniżone poczucie własnej wartości rodzą zazdrość, a nawet zawiść do sąsiada, bo on ma już lepszą pracę czy dorobił się ładnego domu. Skłonność do zazdrości czy negatywnej rywalizacji są chyba zakorzenione w polskiej mentalności, jako scheda po systemie komunistycznym.
W ciągu ostatnich lat obserwuje się znaczną aktywność środowisk polonijnych, które organizują się, zakładając kluby, nowe miejsca spotkań, instytucje. Mimo tego statystyki wciąż odnotowują mały lub wręcz brak integracji wśród samych Polaków.
STOSUNEK DO ANGKLIKÓW
Integrować się czy pielęgnować polskość?
Oczywiście prawda leży po środku.
Zauważyłam u niektórych naszych rodaków postawę pomniejszania wartości Anglików czy angielskiej kultury i przeciwstawiania jej "polskiego sprytu, żeby nie powiedzieć narodowego sprytu", zaradności, umiejętności, ciężkiej pracy. Tę deprecjację można usłyszeć w wypowiedziach typu: "Ci głupi Angole?" lub po prostu "Ci Angole?", "oni (w ostrym kontraście do "my") są dziwni, te ich dziwaczne przepisy, krany?". Zamiast integracji jest otaczanie się wyłącznie tym, co polskie: polska telewizja, praca z Polakami, relacje wyłącznie z Polakami. Taka postawa oczywiście nie pomaga w procesie adaptacji. Jest zaprzeczeniem rzeczywistości, w której żyjemy. Wydaje się, że wynika z niepewności i własnych kompleksów. Zachowanie poczucia własnej wartości pomaga w utrzymaniu odpowiedniej równowagi między integracją z angielską społecznością i zachowaniem polskości.
PRACA NAD ADAPTACJĄ
Osoba, która spędza swoje pierwsze tygodnie, miesiące, lata, na Wyspach ma przed sobą mnóstwo konkretnych zadań do wykonania, spraw do załatwienia. To wymaga dużej aktywności, podejmowanej każdego dnia. Jest jeszcze jeden ważny element tego wysiłku. Myślę o nieustannej wewnętrznej pracy polegającej na integracji, nowych doświadczeń. Poznawanie siebie, swoich reakcji w nowym środowisku. Przyswajanie mnóstwa nowych informacji dotyczących ludzi, zwyczajów i angielskiej mentalności, instytucji, wymagań, przepisów.
Adaptacja do nowego stylu życia, do podejmowania nowych ról, to raczej długi proces polegający w dużej mierze na wysiłku w sferze psychicznej i umysłowej. Psychika próbuje ogarnąć, przyswoić wiele nowych bodźców, doświadczeń, wiedzy na temat otaczającego świata i naszego świata wewnętrznego. Jest to proces wymagający sporego wysiłku, ale równocześnie niezmiernie wzbogacający nas samych.
Niekiedy na drodze przyswajania nowych doświadczeń następuje gwałtowna rewizja dotychczasowych przekonań czy poglądów, a to brzmi prawie, jak rewolucja. W czasie rewolucji burzy się stary porządek, by na to miejsce powstało coś nowego. Zanim coś nowego się pojawi, to może panować chaos. Dlatego na obczyźnie można doświadczać uczucia zagubienia, pomieszania, zanim wejdzie się na sobie właściwy tor.
Życzę łagodnej, stopniowej adaptacji na drodze ewolucji, a nie rewolucji.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment